|
|
Judith Arlt |
|
|
Herzlich willkommen!
Aktueller Blog: Blog Krakau Blog Beim Erzengel
Email: ja@juditharlt.de Last updated: 01/2008 |
NOWE TEKSTY Bajka nie bajka 1. Wyroslam w kraju, w którym az trudno zliczyc dziwy natury. O
jednym warto opowiedziec: co dziewietnascie lat slonce i ksiezyc pokazuja sie
jednego dnia w tzw. „dziurze Marcina” i oswietlaja górskie uzdrowisko Elm. Po raz ostatni wydarzylo sie to 30 wrzesnia 2001. Wiele
tysiecy ciekawskich przybylych ze wszystkich zakatków kraju walczylo w nocy na
stromych stokach Tschingelhörner, powyzej kurortu o najlepsze miejsca do
obserwacji. Opatrznosc okazala sie laskawa, spektakl odbyl sie tym razem w
niedziele. O godzinie 9.33, tuz przed rozpoczeciem mszy swietej, promienie
sloneczne pokryly krzyz na wiezy koscielnej zlotym blaskiem. Emisja nie
zaklócona chmurami przez naturalne okno w wielkim Tschingelhorn – ponoc dawno
dawno temu swiety Marcin piescia przebil dziure w skale rozgniewany ludzka
niegodziwoscia – trwala trzy minuty. Wieczorem pierwszy jesienny ksiezyc w
pelni nowego tysiaclecia pogapil sie o godzinie 20:20 przez dziure Marcina na ostatni zamieszkaly zakatek doliny. Jego zimne
zadziwienie skonczylo sie równiez po trzech minutach. Wyroslam w przekonaniu, ze mój kraj jest zamozny, poniewaz
jestesmy pracowitymi mieszkancami, punktualnie zjawiamy sie w pracy i
regularnie zamiatamy wlasne podwórko. Nigdy nie mialam powodu, zeby w ten
ziemski porzadek powatpiewac. Nasza babcia byla sprawiedliwa i na swieta kazde
z jej dziewieciorga wnuków otrzymywalo w podarunku jedna zlota monete, tzw.
„Goldvreneli”. Jasne, ze wolelismy dom dla lalek albo pistolet zabawke albo
elektryczna kolejke. Ale z czasem przyzwyczailismy sie do zlota tak jak do
dlugich bezslonecznych zimowych miesiecy w Sernftal. Dzisiaj przyznaje sie ze wstydem do swojego bezrozumnego
dorastania. I do fatalnego przyzwyczajenia. Slonce ukazuje sie dwa razy do roku w dziurze Marcina.
Ksiezyc tylko raz na dziewietnascie lat. Wina w tym precesji lunisolarnej. I
nutacji ksiezyca. Ciala niebieskie poruszaja sie wedlug wlasnych regul. Kazdego
roku okolo pierwszego pazdziernika slonce po raz ostatni zaswieci nad Elm.
Przez dziure Marcina. Po czym nie wschodzi juz ponad wierzcholki pasma
górskiego Tschingelhörner i dolina pograza sie w zimowym mroku. Dopiero
dwunastego marca, jesli wszystko dobrze pójdzie, smugi swiatla slonecznego
znowu padna na elmska wieze koscielna. Precesja powoduje ruch wsteczny punktu
równonocy wiosennej. I wiesniacy oddychaja z ulga. Wstydze sie kraju, który przypomina sale widowiskowa do
podziwiania zjawisk natury, w którym mieszkaja sami glupi Jasiowie. 2. Pierwsze „Goldvreneli” powstaly w 1897 roku ze zlota z
Gondo. W koncowej fazie eksploatacji, przed wyczerpaniem zlóz, wydobyto w
Gondo, na poludniowej stronie przeleczy Simplon 33 kilogramy zlota. Z tego
odzysku wybito nowe monety dla normalnego obiegu platniczego. Tworzenie
wizerunku monety okazalo sie juz wtedy dlugotrwalym procesem. W kwietniu 1895
Rada Zwiazkowa powolala komisje do oceny wplywajacych szkiców. Glowa kobiety –
narodowej alegorii Helwecji - powinna przedstawiac idee wolnosci. Rysy twarzy
nie mogly byc zbyt mlodziencze, ani zbyt marzycielskie lub indywidualne. A
raczej: macierzynskie, dojrzale. Macosze. Surowe. Czlonkowie jury rozpalali sie
równiez w dyskusjach na temat tla. Ile gór nie oszpeci monety. Lancuch górski
na horyzoncie trzeba bylo obnizyc. Nikt nie chcial byc przedstawicielem narodu
pasterzy alpejskich. I wlosy. Frywolny loczek na czole trzeba bylo wyeliminowac
i burze wlosów koniecznie ujarzmic zaplatajac warkocz. Panstwowa mennica mojego
kraju nie potrafi „po fakcie” stwierdzic, dlaczego gwara ludowa tuz przed druga
wojna nadala zlotej monecie zdrobniala forme kobiecego imienia Weroniki, czyli
„Vreneli”. W druku nazwa ta pojawia sie po raz pierwszy dopiero w roku 1943.
Mennica informuje, ze ostatnie zlote Weronki zostaly wybite „od lutego 1945 do
kwietnia 1947” w celu „zmniejszenia mocno powiekszonych zasobów zlota.” Zlota
Weronka faktycznie stracila cala swa sile nabywcza juz w roku 1936, po decyzji
banku panstwowego o dewaluacji. I od tego momentu, jak sie to mówi, byla „
przede wszystkim przedmiotem tezauryzacji”. Wstydze sie, poniewaz nie upieralam sie wilczym wyciem przy
plastikowej dubeltówce. Dzisiaj wiadomo, ze przynajmniej 119, 5 kilogramów tak
zwanego Zlota Melmera– zlota z bizuterii i zebów wyrwanych ofiarom obozów
koncentracyjnych zebranego i przekazanego do banku Rzeszy przez
SS-Hauptsturmführera Brunona Melmera – jako domieszka stopione z innymi
sztabami zlota trafilo do ognioodpornych skarbców w bankach mojego kraju.
Mezczyzni o wypielegnowanych paznokciach w koszulach z wykrochmalonymi
kolnierzykami decyzja specjalna zniesli róznice miedzy zlotem przedwojennym i
zlotem ofiar, polecili wybic 20 milionów Weronek dla babc-zbieraczek,
datowanych na rok 1935. Tym sposobem mieli nadzieje „uniknac wszelkich
spekulacji na temat pochodzenia zlota.” Teraz brakuje mi slów. Wyroslam w neutralnym kraju. Opuscilam go dawno temu. Od
tego czasu nosze w bagazu 19 Zlotych Weronek. Niemych
swiadków swojego wyzutego z zabawek dziecinstwa. Teraz, w srodku zimnej
marcowej nocy, rozkladam na biurku zgromadzone prezenty. Sortuje je wedlug
roczników. Cztery z nich nosza date inkryminowana „L 1935”. Internet wszystko
mi wyjasnia: Zeby odróznic te monety od wybitych naprawde w tamtym roku, i zeby
podkreslic ich komercyjny charakter, przed data 1935 umieszczono litere L
(Lignot = Sztaba). Zloto ulozone chronologicznie wokól klawiatury w kierunku
ruchu wskazówek zegara polyskuje na moim niewinnym biurku jak kwiaty szarotki
górskiej na szyi Weronki. Pytam siebie, gdzie podziala sie piesc swietego
Marcina. Dlaczego nie uderzy w Matterhorn. W tym roku slonce znowu oswietlilo przez Dziure Gniewu krzyz
na wiezy kosciola w Elm i przynioslo otuche rolnikom z okolic kurortu. 3. W ostatnich latach – chcac nie chcac przyznaje sie do tego,
mimo ze wstydze sie gleboko takze takich uczuc – odczuwalam z oddali cos jakby
ulge za kazdym razem, gdy nieszczescie dotknelo kraj zlotych Weronek. Na
przyklad kiedy spadl z nieba pierwszy samolot panstwowych linii lotniczych i
przyniósl smierc 229 osobom, ofiarowal bogini morza przed Halifax 500
kilogramów listów milosnych, dwa kilo diamentów, 50 kilo banknotów, prawie piec
kilo bizuterii i dwa kilo precyzyjnych zegarków, jak równiez oryginal obrazu
Picassa („Le peintre”). Albo kiedy w tunelu pod alpejskim masywem Gottharda
plonela ciezarówka i czarny dym wisial nad calym krajem, poniewaz szyby
odpowietrzajace byly zatkane. Albo kiedy Gondo, dawno temu wies poszukiwaczy
zlota, zostala zasypana na skutek obsuniecia sie ziemi. Kiedy Cityliner w
Nassenwil wbil swój nos w kartoflisko, a wkrótce po nim Jumbolino uczynil to
samo w Bassersdorf. Kiedy ostatecznie wyszlo na jaw, ze obydwa samoloty rozbily
sie, poniewaz piloci przecenili swoje umiejetnosci. Kiedy katastrofa lotnicza
rzucila zgubionych rosyjskich uczniów w okolice Jeziora Bodenskiego. Kiedy
ojciec jednego z nich przyjechal z Osetii, calkiem bezradny, i zadzgal nozem
Piotra, kontrolera lotów, przed jego wlasnym domkiem jednorodzinnym w Kloten... To nie sa modlitwy wieczorne. Kurs zlota spadl ponizej
temperatury zamarzania. Radosc z cudzego nieszczescia nie uwalnia mnie od wstydu.
Wrecz przeciwnie. Moje Weronki stracily cala swa sile nabywcza. Zloto zostalo i
blyszczy niezmacenie. Musze je zabrac ze soba az na koniec swiata. © Judith Arlt 2004 z niemieckiego tlumaczyla Maria Kolenda druk w: Dialog 11/2004, s. 101 - 103
|
Witam serdecznie!
blog aktualny: blog Krakow blog Pod Aniolem
Email: ja@juditharlt.de Impressum |