|
|
Judith Arlt |
|
|
Herzlich willkommen!
Aktueller Blog: Blog Krakau Blog Beim Erzengel
Email: ja@juditharlt.de Last updated: 01/2008 |
NOWE TEKSTY List do Szwajcarii
Od: Judith Arlt
<ja@juditharlt.de> Do: Frieda Fölmli
<info@gangart-foelmli.ch> Temat: ODP: AW: szukam slowa Data: Thu, 02 Mar 2006
16:39:20 +0100 Kochana
Moja Butotwórczyni Friedo! Déranger, derangieren, deranzowac jest swietnie. Lothar klania sie i dziekuje! Massolit?
Spotkanie bylo dosc poruszajace. Oprócz butów kupionych u Ciebie (Think!),
mialam na sobie dwukolorowe rajstopy (prezent od Ciebie, pamietasz?), czerwona
skórzana spódnice i czarna chinska bluzke. Brylke ze zlota z Kanazawa
przypielam sobie pod stójka , pod broda, mniej wiecej w miejscu, gdzie jest
dolek miedzy obojczykami. Czytalam fragmenty „Seiden“ - dziennika z ryzowego
pola. Po polsku i po niemiecku. Berlinski Marcin przetlumaczyl mi fragmenty
dotyczace trzesienia ziemi na angielski, a Halinka z Krakowa czytala je bez
najmniejszego akcentu. Rzutnik wyswietlal przezrocza na ekran wiszacy przed
otwartym oknem. Okolo pieciuset amatorskich zdjec autorstwa Wolfganga.
Wywolanych elektronicznie z pliku w moim laptopie. Wyobrazasz sobie? Inaczej
niz w listopadzie w Gorlicach, tym razem udalo mi sie zwrócic uwage
publicznosci na kolorowy pokaz powtarzajacych sie bez konca zdjec – a nie na
moja osobe. Dzieki wlasciwej aranzacji przestrzeni scenicznej. Zajelam
okreslona pozycje, stalam w lewym, tylnym kaciku pod lampa do czytania. Andrzej
– Friedo, pamietasz Andrzeja? – zadal potem pytanie kluczowe. Czy widzialam
Japonie jako Szwajcarka, czy jako kobieta mieszkajaca w Berlinie? Wytracil mnie
z równowagi! Zaklócil uporzadkowany sklad moich mysli. Zepsul szyki
przegrupowanych wagonów moich slów. Znasz przeciez, Friedo, motto mojego
tekstu: „Zagnalo mnie do kraju bardziej czystego niz Szwajcaria.“ Rozlegl sie
gwizd sygnalu manewrowego! W moich uszach. A w mózgu maszynista zaczal
przetaczac cala kompozycje na boczny tor. Friedo, nie znalazlam odpowiedzi na
to pytanie Andrzeja. Nigdzie. Ani w jezyku niemieckim, ani polskim. Ani na
zadnej z pólek tej ksiegarni, która podobno jest amerykanskim antykwariatem.
Sprzedaja tam przeczytane ksiazki. Used & New. Jak naprawione przez Ciebie
buty. Rozchodzone, ale z przybita nowa podeszwa. Obserwowalam sama siebie jakby
z boku. Z toru czwartego. Z lekkim podziwem. Jak gladko, jak latwo pole ryzowe
rozwinelo sie, pod moimi palcami, w moich jezykach. Odlozylam przeczytane
kartki. Na bok. Bez jakania. Odczepilam lokomotywe. Jednego jezyka. I
przyczepilam wagony osobowe. Drugiego jezyka. Swiaty sie nie zaciely. Potoczyly
sie na równoleglych torach. Neujahr in Tsukuba. Kairaku-En. Winter in Japan.
Pierwsze trzesienie ziemi. W kosciach. W szafkach kuchennych. Pod sufitem.
Wstrzasy. Shocks. Bez ceregieli. Zeszlam z drogi pytaniom kluczowymi. I
przedstawilam lapidarne wyniki. Naszych zachowan. Ulozylam matematyczne
równania „jesli…, to…“. Bez Berlina nigdy bym nie pojechala do Japonii. Bez
Wolfganga nigdy bym sie nie znalazla w Berlinie. Bez maja 1989 na Tiananmen –
placu Niebieskiego Pokoju nigdy bym nie spotkala Wolfganga. Przez cale zycie
chodzimy kretymi sciezkami. Kto by mial tyle szczescia, by znalezc sie we
wlasciwym momencie na wlasciwym miejscu? Przetoczony z calym bagazem na tor
drugi. Poza domem. Przy peronie szesnastym. Gdybym zostala w Szwajcarii,
Andrzejku, nie bylabym dzis w Krakowie. Ani ja, ani mój tekst ryzowy, w którym,
nawiasem mówiac, wystepuje równiez Olten, miejscowosc stanowiaca wezel kolejowy
w Szwajcarii. Friedo, pamietasz nasz slub w Warszawie? Ówczesna dziwna
dwujezycznosc? Wolfgang do dzis twierdzi, ze nie wie, co sie wtedy stalo. Nic
nie zrozumial. Istnieja stacje przesiadkowe. I stacje rozrzadowe. Dla pociagów
towarowych. Ustawiacze wagonów. Dzwigarki przetokowe. Zestawianie pierwszej i
drugiej klasy eurocity. Uwielbiam Mazowsze z okna pociagu. Gdybym spojrzala na
swiat jako Szwajcarka, nie dotrwalabym do dzis. Ani ja. Ani jakikolwiek mój
tekst. Zostalabym przemieszczona do strefy absolutnej niepozornosci. Bylabym
przewozona. Rozrzadzana dla pozoru. Przetaczana. Zdeponowana na przednim
Glärnisch. Andrzejku, przynaleznosc panstwowa nie zapewnia ani posiadania
rózowych okularów, ani duszogrzejki. Glärnisch – to zlodowacialy masyw górski,
który zabiera miejscu mojego pochodzenia, Glarus, swiatlo dzienne zarówno zima,
jak i latem. Moi przodkowie spedzili tam cale zycie w cieniu gór wapiennych.
Przez cale zycie cierpieli na bóle glowy. Z powodu suchych wiatrów. Jako
dziecko wybralam sie z ojcem na Vrenelis Gärtli (jak niewinnie to teraz brzmi –
ogródek Weronki, zagony warzyw na wysokosci 2903 nad poziomem morza). Na swieta
dostalismy zlote monety w prezencie od babci z Glarus . Tak zwane Goldvreneli
(zlote Weronki – jak niewinnie to teraz brzmi). Vreneli (Weronika) jest
ulubionym imieniem szwajcarskiego jezyka ludowego. Mimo ze kryje sie za nim
nieludzka pycha. Dopiero w Berlinie zrozumialam, ze moje zlotówki zakazone sa
amalgamatem. Pod moja broda spoczywa czyste, platkowe zloto z Kanazawa. W
Japonii Alpy wznosza sie z morza. Cala Japonia lezy nad morzem. Podobno na
zachodnim brzegu, u podnóza Alp, odbija sie wiosna powietrze. I wystepuje
fatamorgana. Taka jak na pustyni Gobi. Andrzejku, w Toyama szalala gesta
sniezyca. Spedzilismy zime w Japonii. Niczego nie rozpoznalam. Ani oczami
Szwajcarki. Ani oczami tak zwanej Szwajcarki mieszkajacej na obczyznie. Nie
musisz, Andrzejku, rozumiec tego zwrotu. Istnieje tylko w Szwajcarii. Wylacznie
dla Szwajcarów. Dla takich zwlaszcza, którzy przekroczyli granice. Nigdy nie
wiem, moja droga Butotwórczyni Friedo, czy czerwona nogawke dwukolorowych
rajstop nalezy wciagnac przez lewa stope, czy przez prawa. Taki sam problem
zawsze mam z czarna. Sciskam,
spotkamy sie najpózniej w Wielka Sobote w Bazylei – J. Thu, 02
Mar 2006 13:51:34 +0100 Frieda
Fölmli napisal(a): Moja
droga Slowotwórczyni! Ale
pytania zadajesz... Raczej nie mamy jednoznacznego wyrazu. Mozemy to ujac chyba
tylko opisowo. A ty jeszcze domieszek francuskich zadasz! Nei aber au! Przyszla mi do glowy tylko przeróbka od „déranger“,
ale to slowo znaczy raczej „przeszkadzac” lub „nielad”. Ça ne dérange pas – to nie robi klopotów. Jesli przeloze na schwyzerdütsch, brzmi to tak: Das derangiert mi nid. Ale wlasciwie
pojawia sie tu pewien problem, bo jest zasadnicza róznica, czy powiem, ze cos
nie sprawia mi trudnosci, czy poradze komus, zeby nie wplatal sie w klopoty. To
oczywiscie inaczej sie formuluje. Jak
udal sie wieczór w Massolicie? Pozdrowienia, Frieda -- gangart
frieda fölmli bequemschuhe
& schuhreparaturen willisauerstrasse
7, 6122 menznau www.gangart-foelmli.ch -----Wiadomosc Oryginalna----- Od: “Judith Arlt”
<ja@juditharlt.de> Data: Wed, 22 Feb 2006
23:14:10 +0100 Temat: szukam slowa Droga Friedo! szukam slowa: czy istnieje w
dialekcie szwajcarskim jakies szczególne okreslenie dla „nie sprawiac
klopotów“, „nie robic (wiekszych) trudnosci”? Moze znasz zwrot z francuskim
zabarwieniem? Przed chwila Lothar spytal mnie o to w kuchni Domu Laskiego. Ale
ja niczego nie pamietam. Zadnych szwajcarskich slów. Serdecznosci z Krakowa, wciaz tu
mamy snieg Judyta -- do 31.03.2006: Dr. Judith Arlt Willa Decjusza, ul. 28 lipca 17 A, PL-30-233 Kraków
© Judith Arlt 2006 |
Witam serdecznie!
aktualny
blog:
blog Krakow blog Pod Aniolem
Email: ja@juditharlt.de Impressum |